Plac Anny Walentynowicz, czyli skwerek zamiast kina

W centrum Wrzeszcza wciąż jeszcze są miejsca niezagospodarowane albo zagospodarowane tymczasowo. Od dekad w różnych punktach utrzymuje się prowizorka, która – co tu dużo mówić – przynosi wstyd dzielnicy. Jednym z takich miejsc jest skwerek przy skrzyżowaniu ul. Waryńskiego z al. Grunwaldzką, o którym ostatnio znów robi się głośno. Otóż w sierpniu ma tam stanąć pomnik Anny Walentynowicz, zaś stworzony przez mieszkańców plan zagospodarowania tego miejsca najwyraźniej pójdzie do kosza. Zacznijmy jednak od początku.

wrzeszcz_gdm_warynskiego_2

Dla okolicznych mieszkańców skwerek ów jest czymś tak oczywistym, że może się wydawać przestrzenią zagospodarowaną w ten sposób celowo. A wcale tak nie jest. Otóż placyk ten jest ofiarą ostatniej wojny oraz przestrzelonych ambicji projektantów Grunwaldzkiej Dzielnicy Mieszkaniowej (GDM), realizowanej w ramach Planu 6-letniego inwestycji, będącej naszą lokalną odpowiedzią na warszawski MDM.

Przed wiosną 1945 roku obie strony Brunshöferweg (ul. Waryńskiego) na interesującym nas odcinku zabudowane były kamienicami, podobnie było w przypadku interesującego nas fragmentu Adolf-Hitler-Strasse (al. Grunwaldzka).

Perspektywa dzisiejszej ul. Waryńskiego, widok w kierunku torów kolejowych, początek XX wieku. Budynki po prawej stronie zostały zniszczone podczas wojny (źródło:  miastadawniej.pl_

Perspektywa dzisiejszej ul. Waryńskiego, widok w kierunku torów kolejowych, początek XX wieku. Budynki po prawej stronie zostały zniszczone wiosną 1945 roku (źródło: miastadawniej.pl)

langfuhr_1933

Fragment planu Gdańska z 1933 roku, omawiane miejsce zaznaczono na zielono

langfuhr_1940

Fragment planu Gdańska z 1940 roku. Na biało zaznaczona zabudowa z epoki, kolorem jasnobrązowym oznaczono zabudowę istniejącą współcześnie, na zielono zaś – omawiany skwerek (źródło: mapa.gdansk.gda.pl)

Podczas tzw. wyzwalania Gdańska kamienice najprawdopodobniej spłonęły. Pod koniec lat 40. spalone budynki po wschodniej stronie al. Grunwaldzkiej rozebrano, robiąc miejsce na nową jezdnię; rozebrano także ruiny przy ul. Waryńskiego (wówczas nazywanej ul.Libermana). Przygotowywane wówczas plany GDM-u zakładały powstanie wzorcowego osiedla socjalistycznego, symbolizującego m.in. ostateczne zwycięstwo komunizmu nad kapitalizmem. Wśród całego katalogu obiektów nowej dzielnicy planowano m.in. opisany przeze mnie w zeszłym roku wieżowiec, dom kultury, teatr, wielki hotel oraz kino. To ostatnie – na naszym skwerku właśnie.

wrzeszcz_gdm_warynskiego

Fragment planu GDM, na zielono zaznaczono omawiane miejsce (źródło: Gdańsk: rozwój urbanistyczny…, 1959)

Budynek miał stać równolegle do ulicy, ale w pewnym oddaleniu od linii powstającej wtedy zabudowy al. Grunwaldzkiej. W ten sposób wejście do socrealistycznego gmachu podkreślono by niewielkim placykiem. Z różnych jednak względów GDM-u nie dokończono, rezygnując z planów kosztownych wyburzeń i wznoszenia reprezentacyjnych gmachów. Powstała praktycznie wyłącznie mieszkaniówka – a i ta tylko częściowo. Po obu stronach naszego placyku powstały charakterystyczne socrealistyczne bloki – w tym od strony południowej przez wiele lat działała Kawiarnia „Morska” (w ostatnich latach funkcjonowała tam chińska restauracja Shanghai). Plac niedoszłej budowy kina zamieniono w skwerek, na którym przez pewien czas funkcjonowały stragany.

Fragment radzieckiej mapy Gdańska z 1959 roku, omawiany skwerek oznaczono kolorem zielonym (źródło: mapy.eksploracja.pl)

Fragment radzieckiej mapy Gdańska z 1959 roku, omawiany skwerek oznaczono kolorem zielonym (źródło: mapy.eksploracja.pl)

wrzeszcz_gdm_pocztowka_1958

Zabudowa po południowej stronie omawianego placu na pocztówce z 1958 roku; w pierwszym budynku od lewej Kawiarnia Morska (źródło: miastadawniej.pl)

wrzeszcz_gdm_pocztowka_1

Zabudowa GDM przy al. Grunwaldzkiej na pocztówce z lat 50. XX wieku, strzałką zaznaczono omawiany skwerek (źródło: postcard.com.pl)

Zdaje się, że w latach 60. ubiegłego wieku przy wschodniej krawędzi placu postawiono klockowaty budynek mieszkalny ze sklepami w przyziemiu (oznaczony jako ul. Waryńskiego 2). Po roku 1990 część placu zamieniono na naziemny parking strzeżony, postawiono także charakterystyczne drewniane budy, w których działać zaczęły – i działają wciąż – prywatne sklepy. Skwerek od lat jest zaniedbany, płyty chodnikowe i schody – wypaczone. Miejsce służy za psią toaletę i miejsce zgromadzeń okolicznych amatorów piwa pod chmurką. Jednym słowem: rozpacz w centrum metropolii.

W ostatnich latach coś się jednak ruszyło. Mieszkańcy tej okolicy dwukrotnie podjęli próbę zagospodarowania skwerku, projektując miejsce do wypoczynku i sąsiedzkiej integracji, zapraszające m.in. stołami do szachów, małym placem zabaw, centralnym placykiem „do zebrań”, stojakiem dla rowerów oraz zrewitalizowaną zielenią. Niestety, w 2011 roku zabrakło na tę inwestycję pieniędzy, nie udało się także zrealizować jej ze środków z Budżetu Obywatelskiego na rok 2014. Niemniej jednak powstał dobry projekt, który można by zrealizować ku większemu pożytkowi wszystkich.

Ale raczej się go nie zrealizuje.

Otóż jak już wspomniałem na początku, na skwerku niebawem ma stanąć pomnik Anny Walentynowicz. Forsuje się przy tym koncepcję Stowarzyszenia Godność, inicjatora budowy pomnika, który kompletnie zignorował wypracowany przez mieszkańców projekt zagospodarowania placyku. Na cokole stanie sztampowy pomnik, plac się jako tako uporządkuje i tyle. Zamiast relaksu i sąsiedzkiej integracji będą znicze, rocznicowe apele i modły pod oknami. Kilka dni temu radna Dzielnicy Wrzeszcz Górny, Lidka Makowska, skomentowała tę sytuację na facebookowej stronie Rady: „Moją niezgodę budzi marnowanie obywatelskiego zaangażowania gdańszczan i gdańszczanek oraz nietraktowanie miejskich skwerów w Gdańsku w kategoriach dobra wspólnego. Skwer im. Anny Walentynowicz to przestrzeń publiczna, a nie prywatne mauzoleum rodziny i sympatyków Anny Walentynowicz.” Podpisuję się pod tym obiema rękami.

W Gdańsku – i szerzej: w całej Polsce – trwa swoisty festiwal politycznej poprawności à rebours, który objawia się namiętnym papieżowaniem i ipeenowaniem przestrzeni publicznej. Kilka przykładów z ostatnich dwóch lat: wrzeszczański fragment tzw. Trasy Słowackiego (orientacyjnie: odcinek od ul. Trawki do ul. Hynka) jesienią 2013 roku ochrzczono aleją Żołnierzy Wyklętych, w czerwcu 2014 roku opisywany tu placyk nazwano imieniem Anny Walentynowicz, a w kwietniu br. Nowa Wałowa stała się oficjalnie ul. ks. Jerzego Popiełuszki. Uprzedzając hejty doprecyzuję: nie, nie odmawiam wyżej wymienionym prawa do upamiętnienia, wątpliwości budzi jedynie jego skala i forma, oraz fakt, iż niebranie pod uwagę ewentualnego zdania mieszkańców stoi w sprzeczności z ideałami, za które upamiętnieni rzekomo walczyli.

Smuci mnie i wkurza zarazem fakt, iż zapomniany skwerek mógł zyskać nowe życie i nabrać miastotwórczej funkcji, a tymczasem zostanie przyozdobiony kolejnym nijakim pomnikiem, wokół którego od święta odbywać się będą bogoojczyźniane zgromadzenia, a na co dzień swoje potrzeby fizjologiczne wciąż będą załatwiać okoliczni pijaczkowie.

wrzeszcz_gdm_warynskiego_3

Zabudowa po południowej stronie omawianego placu współcześnie (2013)

wrzeszcz_gdm_warynskiego_1

Zabudowa po północnej stronie omawianego placu współcześnie (2013)

wrzeszcz_gdm_warynskiego_kandelabr_2

O socrealistycznym sznycie GDM-u przypominają dziś ustawione przy placu kandelabry, przywodzące na myśl te z Placu Konstytucji na warszawskim MDM-ie

wrzeszcz_gdm_warynskiego_kandelabr_1

O socrealistycznym sznycie GDM-u przypominają dziś ustawione przy placu kandelabry, mogące się kojarzyć z tymi z Placu Konstytucji na warszawskim MDM-ie.

Kandelabr na Placu Konstytucji na warszawskim MDM-ie

Podziel się tym ze światemEmail this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

6 komentarzy na temat “Plac Anny Walentynowicz, czyli skwerek zamiast kina

    • …i tablica zresztą już jest – i to w zupełności wystarczy, tym bardziej, że Annę Walentynowicz upamiętnia teraz także sama nazwa skwerku. Ale skoro jest silne lobby, to będzie i pomnik – a jeśli mieszkańcom się to nie podoba, to mogą sobie co najwyżej chodzić gdzie indziej…

    • A ja się popłakałam jak zobaczyłam te tony betonu!!! Totalnie bez sensu, kto wpada na takie pomysły? Jest tablica i było dobrze i z szacunkiem odnoszę się do Pani Anny Walentynowicz, ale pomnik również budzi u mnie bunt!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *