Neon „Gdańsk miastem kwiatów”

Wrzeszczańskim neonom poświęciłem kiedyś artykuł na Trójmiasto.pl, a ostatnio wróciłem do tematu na potrzeby artykułu do drugiego numeru Magazynu Garnizon. No i znów zaczął „chodzić” za mną szczególnie jeden z nich – bodaj najsłynniejszy i najbardziej reprezentacyjny, głoszący, że Gdańsk miastem kwiatów.

Dom Kupca z ozdobnym neonem na fragmencie pocztówki z lat 60. (zbiory własne)

Starsi z Was bez trudu skojarzą go z Domem Kupca, czyli z pięciokondygnacyjnym budynkiem stojącym na rogu al. Grunwaldzkiej i ul. Jaśkowa Dolina, w którym niegdyś działał słynny sklep Moda Polska (młodszym podpowiem, że to budynek, w którym mieści się klub Ziemia, a wcześniej – pub Scruffy O’Brien).

Tak neon wyglądał za dnia (fot. Zbigniew Kosycarz / KFP)

Otóż to na tym niewykończonym jeszcze wówczas budynku (jego budowa ciągnęła się z przerwami od 1947 roku!) wiosną 1962 roku zamontowano ogromny, barwny neon dachowy. Kosztował astronomiczną kwotę 426 tysięcy ówczesnych polskich złotych. Jak zwracała uwagę prasa, był to koszt wykończenia jednej kondygnacji Domu Kupca (dla porównania: przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło wówczas 1 680 zł). Budynek straszył więc mieszkańców gołą cegłą, ale za to miał reprezentacyjny, widoczny z daleka neon! Specjaliści podpowiedzieli projektantom, że aby napis był dobrze widoczny na tle nieba, nie wystarczy jedna rurka – potrzebne będą cztery. Co dodatkowo zwiększało prądożerność ozdoby.

Aby zrozumieć ten ekstrawagancki wydatek, warto przypomnieć, że epoka Gomułki to poza wszystkim także okres, w którym zabrano się wreszcie za estetyzację i neonizację polskich miast. Potrzebowano naocznych dowodów stabilizacji sytuacji gospodarczej i normalizacji stosunków w pseudokomunistycznym państwie, co przyciągałoby turystów dewizowych; poza tym zbliżały się państwowe obchody tysiąclecia państwa polskiego.

Gdańsk miastem kwiatów od razu wywołał wiele różnorakich komentarzy, od poważnych polemik po humorystyczne drwiny. Poza celowością wydatku zwracano uwagę, że treść neonu zwyczajnie mija się z prawdą. Mimo prowadzonej estetyzacji, w tamtych latach Gdańsk – i nie mam tu na myśli samego otoczenia Domu Kupca, który jeszcze długo zachowywał klepiskowy charakter – nie był miastem szczególnie bogatym w zieleń. Uwagę zwracało zwłaszcza pozbawione drzew i krzewów śródmieście. Nic dziwnego zatem, że z neonu powszechnie drwili mieszkańcy. Oto dialog przytoczony w 1962 roku przez Dziennik Bałtycki:

Przy kasie kolei elektrycznej w Sopocie jest zawsze tłoczno.
– Dwa do Gdyni, powrotny do Wrzeszcza, do Orłowa…
Wreszcie:
– Dwa do miasta kwiatów.
„Panienka z okienka” bez zastanowienia wydała bilety do Gdańska.
Neon zaczyna się amortyzować.

Mimo wyraźnej poprawy sytuacji jeszcze w 1977 roku Wieczór Wybrzeża komentował: „optymiści, albo ludzie mało znający miasto będą się upierali, że [treść neonu] to urzędowe potwierdzenie istniejącego stanu, pesymiści natomiast, że jest to najwyżej wyraz pragnień ojców miasta”.

O wiele istotniejszym problemem z neonem było to, że… ciągle się psuł. Gasły pojedyncze litery i czasem Gdańsk stawał się… miastem katów. Dziennik Bałtycki kpił: „Ludziska, uciekajcie przed toporem!”. Oszczędnościowe wyłączanie neonów w okresie zimowym pod koniec lat 70. dodatkowo psuło efekt, zaś kryzys gospodarczy lat 80. zepchnął sprawę konserwacji neonów w mieście na dalszy plan. W rezultacie Gdańsk miastem kwiatów częściej nie świecił, niż świecił. Na dobre zgasł jeszcze pod koniec lat 80.

W latach 90. PRL-owskie neony porzucono na rzecz tańszych reklam kasetonowych. Stare instalacje niszczały więc zapomniane; usuwano je przy okazji remontów elewacji kolejnych budynków. Tak się stało i w przypadku miasta kwiatów.

Tu się zapytuję: kiedy dokładnie to nastąpiło? Czy ktoś z Was pamięta? I czy ktokolwiek z Was ma w prywatnym archiwum zdjęcia tego neonu oraz samego budynku?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *