Drugie życie obozowych baraków przy ul. Chrobrego

Drewniane baraki, pozostałe po utworzonych przez Niemców podczas II wojny światowej obozach pracy, nie zniknęły z krajobrazu miasta od razu. W kolejnych dekadach wykorzystywano je jako budynki biurowe, przemysłowe, ale także – co dziś słusznie szokuje – mieszkalne. Pisałem o tym z Janem Danilukiem cztery lata temu w artykule zamieszczonym w 30 dniach. Na warsztat wzięliśmy wtedy Narvik, ale podobnie działo się w przypadku pozostałych, jak chociażby dawnych sąsiadujących ze sobą obozów pracy przymusowej na pograniczu dzisiejszego Dolnego Wrzeszcza i Zaspy: Schichau-Wohnlager Ferdinand I i II, zbudowanych powyżej ul. Wincentego Pstrowskiego i pomiędzy ul. Bolesława Chrobrego a al. gen. Józefa Hallera. Pisałem o nich w kontekście działającej tam krótko po wojnie lecznicy dla koni z UNRRY oraz funkcjonującej znacznie dłużej tuczarni drobiu.

Dziś chciałbym uzupełnić to o dzieje barakowej „mieszkaniówki”. Zainspirowały mnie do tego zdjęcia z rodzinnego archiwum udostępnione jakiś czas temu na Facebooku, na których baraki te widać bardzo wyraźnie:

Brama wejściowa do kompleksu barakowego przy ul. Chrobrego oraz same baraki mieszkalne na zdjęciu z przełomu lat 50. i 60. (fot. Piotr Waluszko)

Baraki dawnego obozu przy ul. Chrobrego, widok w kierunku północnym, lata 50.; za płotem po lewej stronie ulica (fot. Piotr Waluszko)

Ulica Chrobrego, widok w kierunku północnym, za płotem baraki dawnego obozu pracy, lata 60. (fot. Piotr Waluszko)

Wejście do jednego z baraków przy ul. Chrobrego, pierwsza połowa lat 60. (fot. Piotr Waluszko)

Otóż wbrew temu, co sugeruje Jan Daniluk, barakowego osiedla nie zlikwidowano w latach 60. Zrobiono to dekadę później.

Jeszcze w listopadzie 1964 roku Dziennik Bałtycki opublikował list rozgoryczonych mieszkańców tych baraków:

Pracujemy, uczymy się i nie gorzej od innych budujemy socjalizm i dobrobyt w Polsce, dlaczego nas się tak traktuje po macoszemu? Koszt czynszu za mieszkanie w baraku wynosi ok. 100 zł miesięcznie. ADM nie przeprowadza żadnej konserwacji naszych pomieszczeń. Na korytarzom nie czynne jest światło, po ciemku chodzimy po wodę, warunki sanitarne – fatalne. ADM na nasze apele odpowiada, że nie chce wkładać pieniędzy w baraki, ale przecież my jesteśmy ludźmi, musimy jakoś po ludzku mieszkać. Za co zresztą bierze się pieniądze, jeśli nie chce się nic naprawić?”.

List mieszkańców baraków przy ul. Chrobrego w Dzienniku Bałtyckim z 25 XI 1964 (bibliotekacyfrowa.eu)

Co zaskakujące (albo i nie, w świetle tego, co wiemy o barakach dawnego obozu Narvik), pomimo takich próśb baraki te były zamieszkane jeszcze w 1973 roku! Co prawda do tego czasu duża część ich mieszkańców już się wyprowadziła, ale dwa baraki wciąż były jeszcze częściowo zamieszkane. Z 16 ulokowanych tam rodzin tylko część czekała na mieszkania spółdzielcze, zakładowe lub gminne. Reszcie w przeprowadzce do mieszkań z prawdziwego zdarzenia pomógł… pożar.

O pożarze ostatnich zamieszkanych baraków przy ul. Chrobrego informował na pierwszej stronie Dziennik Bałtycki (11 I 1973 | bibliotekacyfrowa.eu)

Otóż w styczniu 1973 zapalił się (a może został celowo podpalony?) jeden z opuszczonych baraków przy ul. Chrobrego, przeznaczony do rozbiórki. Na skutek silnego wiatru ogień przeniósł się na dwa sąsiednie, wciąż zamieszkane baraki – i wszystko doszczętnie spłonęło. W ten sposób skończyła się urągająca ludzkiej godności, trwająca prawie 3 dekady praktyka.

Ale to nie znaczy, że baraki w innych lokalizacjach nie były wciąż częściowo zamieszkane. W roku 1973 na rozbiórkę w Gdańsku czekało jeszcze 50 poobozowych baraków!

Na marginesie dodam, że z prezentowaną wyżej kolekcją zdjęć wiąże się bardzo interesująca historia rodzinna – ale tu odsyłam bezpośrednio do źródła.

 

Jeden komentarz na temat “Drugie życie obozowych baraków przy ul. Chrobrego

  1. Jeden z baraków przy ul Chrobrego dotrwał do początków III RP. Stał równolegle do ulicy. Mieściła się w nim między innymi szkoła nauki jazdy. Koło Opery Bałtyckiej też były baraki obozu pracy. Od 1945 roku był tam urząd przesiedleńczy. Tu zaczynali nowe życie, ci którzy po wojnie przyjechali do Gdańska. Wiem to z opowieści takiej osoby. Dwa baraki bardzo długo stały w miejscu dzisiejszego parkingu Multikina . Jeden należał do zakładu energetycznego, drugi do Państwowej Opery i Filharmonii Bałtyckiej. Znajdowały się w nim magazyn, pracownie dekoracji i kostiumów, dział zaopatrzenia.Przepracowałem w nim kilka lat. Barak należący do opery zniknął w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, barak energetyki kilka lat wcześniej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *