Na marginesie książki „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk

Nie jest to książka o Gdańsku. Albo raczej: nie jest to książka tylko o Gdańsku. Poniemieckie to opowieść o całych tzw. ziemiach odzyskanych – obszarze stanowiącym ok. 1/3 terytorium dzisiejszej Polski, który przypadł jej w 1945 roku kosztem pokonanych w drugiej wojnie światowej Niemiec. Jest to opowieść utkana ze wspomnień, fizycznych śladów oraz rozmów: wspomnień dawnych polskich przesiedleńców, którzy nie byli pewni czy tu zostaną, fizycznych śladów po wiekach niemieckiego gospodarowania tymi ziemiami oraz rozmów z tymi, którzy czują się tutaj u siebie i zupełnie bez kompleksów pragną poznać przemilczaną historię swoich małych ojczyzn.

Autorka przygląda się temu naszemu nie do końca uświadomionemu, nieprzepracowanemu doświadczeniu obcowania z poniemieckością i zawartą w niej tajemnicą z różnych stron. Dotyka w ten sposób rzeczywistości milionów Polaków – bezpośrednich spadkobierców owego „niechcianego dziedzictwa” oraz urodzonych na „ziemiach odzyskanych” ich dzieci oraz wnuków – przez co jest to opowieść także o mnie.

Moi dziadkowie ze strony matki byli repatriantami z Kresów (rodzina ojca jest „tutejsza” – zamieszkuje wschodnią część Kociewia przynajmniej od 250 lat). Wychowałem się w poniemieckiej kamienicy, na poniemieckiej ulicy, w poniemieckim Gdańsku. W mieszkaniu mieliśmy m.in. poniemieckie piece i poniemiecki stojak na maszynę Singera. Poniemieckie były studzienki kanalizacyjne na mojej ulicy oraz rosnące przy niej drzewa. Poniemiecką tajemnicę niosły lokalne legendy, jak np. ta o niemieckim żołnierzu zakopanym w naszym przydomowym (też poniemieckim zresztą) ogródku, czy ta o niemieckiej (i do tego nazistowskiej) genezie budynku przedszkola przy ul. Klonowicza, który widziałem z okna przez całe dzieciństwo. Mama smażyła nam naleśniki na oleju z gdańskiego Olvitu – zakładu, który powstał na bazie poniemieckiej fabryki Amada, a na święta dostawaliśmy czekoladki z Bałtyku, także poniemieckiej fabryki (a właściwie trzech: Anglas z Oliwy oraz Kosma i Baltic z Wrzeszcza). Chadzałem do dwóch poniemieckich kościołów, a potem cztery lata uczyłem się w poniemieckim budynku dawnej szkoły powszechnej – i mógłbym tak wymieniać długo. W mojej biografii wątków poniemieckich jest sporo. Poniemieckie – i jego tajemnica, wiszące w moim mieście niedopowiedzenie – sprawiło, że zainteresowałem się historią lokalną. Poniemieckie stoi za wszystkim, co napisałem kiedykolwiek o historii Gdańska (także powojennej) – wliczając w to niniejszy blog.

Wracając jednak do dzieła Karoliny Kuszyk: Poniemieckie to książka napisana z wnikliwością, empatią oraz humorem (na szczęście!). My, z „poniemieckiej” Polski możemy przejrzeć się w niej, jak w lustrze. Cała reszta naszych rodaków zaś ma świetną okazję, by coś niecoś z tego wszystkiego, co od 1945 roku jest tu naszym udziałem, zrozumieć.

W sumie to trochę dziwne, że taka książka pojawia się dopiero w roku 2019… Ale w każdym razie: nareszcie jest! Gorąco polecam.

PS. Uprzedzając pytania: tak, na okładce książki zamieszczono zdjęcie słynnego frontu sklepowego przy ul. Jana z Kolna, jeszcze sprzed renowacji. Autorem fotografii jest Michał Szlaga.

Karolina Kuszyk, Poniemieckie, Wydawnictwo Czarne 2019


Podobał Ci się ten wpis? Wesprzyj mojego bloga!

Share this...
Share on Facebook
Facebook
0Email this to someone
email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *