Na marginesie „KS Gedanii” Janusza Trupindy uwag kilka

trupinda_gedania_okladkaZaryzykuję i powtórzę stwierdzenie, które w ostatnich dniach słyszałem wielokrotnie: oto najbardziej oczekiwana „gdańska” książka mijającego roku. Do „masowego czytelnika” (czy istnieje jeszcze coś takiego?) nareszcie trafia monografia poświęcona słynnemu przedwojennemu gdańskiemu klubowi – KS Gedanii. Wysiłek podjął dr Janusz Trupinda, na co dzień mediewista i pracownik Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, a od kilku lat miłośnik legendarnego klubu.

Autor prezentuje historię Gedanii w kolejnych okresach (1922-1933, 1933-1939, 1939-1945 i 1945-1953) z podziałem na poszczególne sekcje, kreśląc jednocześnie szersze tło polityczne Wolnego Miasta a potem Polski Ludowej. Mimo uznania dla nakładu pracy, jaką włożył w swe dzieło autor, muszę przyznać, że lektura książki mnie zmęczyła i rozczarowała.

Tekst naszpikowany jest obszernymi dygresjami na temat tego czy innego epizodu bądź sportowca, przy czym niejednokrotnie cytowane są spore fragmenty artykułów prasowych i wspomnień. Ponadto narracja co kilka stron zamienia się w wyliczankę dat, wyników meczów, składów drużyn i rankingów klubów. W tym morzu skądinąd ważnych informacji trudno jest się połapać, umykają sprawy najistotniejsze. Brakuje dyscypliny opowieści, syntetycznego przedstawienia najważniejszych okoliczności, faktów, dat i wydarzeń. Wiele detali o poszczególnych meczach, zawodnikach czy incydentach autor mógł przenieść do aneksów, które przecież w pracy zamieścił. Książka zyskałaby na przejrzystości, a czytelnikowi łatwiej byłoby wyłowić z tekstu interesujące go elementy.

Osobne uwagi mam do warstwy ilustracyjnej. O ile fotografie archiwalne są bardzo cenne, często bowiem nie były wcześniej publikowane (pochodzą m.in. z prywatnych zbiorów rodzin dawnych Gedanistów), o tyle zdjęcia współczesne wzbudziły moją konsternację. Ich autorem jest Przemysław Niciejewski i widać, że to fotograf z artystycznym zacięciem. Ujęcia są niebanalne, skupione na detalu, tworzą tzw. klimat – tu widzimy fragment trybun, ówdzie fragment napisu na pomniku, jeszcze gdzie indziej kawałek oryginalnego sportowego stroju. W publikacji albumowej wydanej w dużym formacie i w kolorze takie zdjęcia byłyby doskonałym dodatkiem. W omawianej książce jednak ilustracje są niewielkie i bez wyjątku czarno-białe. Dostajemy więc coś, co utraciło swój charakter artystyczny, a jednocześnie nie posiada charakteru ilustracyjnego w tradycyjnym sensie. Użyteczność tych zdjęć jest zatem niewielka.

Nie chciałbym być źle zrozumiany – cieszę się, że książka o Gedanii powstała i chylę czoła przed autorem, który z takim zaangażowaniem zebrał informacje do swojej opowieści. Jestem przekonany, że osobom z kręgu rodzinno-towarzyskiego dawnych Gedanistów oraz miłośnikom przedwojennego sportu książka bardzo się spodoba i dostarczy wiele radości. Mnie – niestety – wiele radości nie sprawiła. Czuję, że zostałem przysypany faktograficznym drobiazgiem, po wygrzebaniu się z którego – przyznaję to z zakłopotaniem – niewiele mi w głowie pozostanie. A chyba nie o to autorowi chodziło.

Janusz Trupinda, KS Gedania – klub gdańskich Polaków (1922-1953), Wydawnictwo Oskar 2015

Podziel się tym ze światemEmail this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

2 komentarze na temat “Na marginesie „KS Gedanii” Janusza Trupindy uwag kilka

  1. Wiele wątków jest unikatowych w tej książce – postać Władysława Mamela pojawia się po raz pierwszy od „gdańskiej” strony. Do tej pory znaliśmy tą postać głównie z archiwów Rembertowa (Andrzej Konic na przykład).
    I w końcu doceńmy wielką odwagę naukowca, który tak obficie cytuje celowo „zapominanego” Brunona Zwarrę.
    Książka warta przeczytania (chyba, że ktoś wie już WSZYSTKO na temat Dolnego Wrzeszcza 😉 )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *