Chodziłem do Dwójki, czyli krótki wpis wspomnieniowy

Jak zapewne wielu z Was wie, ukończyłem „słynną” Dwójkę, czyli II LO we Wrzeszczu. Niedawno moja szkoła obchodziła 70. urodziny, czemu towarzyszyły obchody, na których mnie nie było oraz publikacja, w której jestem (wraz z Janem Danilukiem napisaliśmy tekst o historii budynku szkoły). Niedawno odebrałem swój egzemplarz tej publikacji i zagłębiłem się w lekturę. Sporo tam wspominków o wiecznych belfrach i wspaniałych czasach, kiedy to dzisiejsi dorośli byli dziećmi i wydawało się im, że wszystko, co słyszą to prawda…

wrzeszcz_dwojka_publikacja

Przeglądając tę książeczkę pomyślałem, że w sumie szkoda, że nie zaproszono mnie do napisania jakiegoś osobistego kawałka wspomnieniowego, ostatecznie od mojej matury minęło już trzynaście lat i osiągnąłem upragniony status tzw. poważnego człowieka. Z drugiej strony to, co chciałbym napisać zapewne nie nadałoby się do tak przymilnej, nostalgiczno-pompatycznej publikacji.

No to po jednym chociaż zdaniu o każdym z nauczycieli moich z przełomu wieków napiszę tutaj (kolejność przedmiotów odzwierciedla moje osobiste preferencje). Napiszę więc o:

  • Prof. Orzeł, która pozwalała nam myśleć i udowodniła, że życie jest za krótkie na czytanie gównianej literatury.
  • Prof. Walickiej, której lekcje francuskiego przypominały zajęcia w pruskiej szkole powszechnej i prof. Brzoskowskiej, której lekcje francuskiego przypominały wiosenne popołudnie w parku (nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, która nauczyła mnie więcej).
  • Prof. Małkiewicz, która pokazała, że historia to ciekawa, wciągająca opowieść, a nie ciąg nazwisk i dat.
  • Prof. Kujawie, który z tym swoim megafonem, fantomem oraz „chwileczkem, stop!” był jak ulubiony bohater ulubionego sitcomu – na kolejny odcinek zawsze czkałem z niecierpliwością.
  • Prof. Salskiej-Moderhak, która łaskawie wpuszczała mnie na sobotnie zajęcia dodatkowe z programowania dla mat-fizu, abym mógł „posiedzieć w Internecie”.
  • Prof. Pankowie, który straszliwie się czerwienił, ale dzięki któremu do dziś po pijaku zadziwiam Brytyjczyków recytacją monologu Hamleta.
  • Prof. Stopie, która przez trzy lata nauki biologii nigdy nie nazywała nas po imieniu, za to konsekwentnie i z pełną powagą zwracała się per pan/pani.
  • Prof. Gołaszewskiej, dzięki której do dziś pamiętam, że stolicą Burundi jest Bużumbura, a zambo to osoba pochodząca od rodziców rasy żółtej i czarnej.
  • Prof. Skalskiej, która cierpliwie i z godnością znosiła moją obraźliwą wręcz ignorancję w zakresie matematyki.
  • Prof. Losiak, która mówiła szyfrem bardziej zawiłym, niż Norwid, i która zawsze kazała nam liczyć zadania „na literkach”.
  • Prof. Rechowicz, której lekcje więcej miały wspólnego z katechezą, niż z chemią.

Byli jeszcze nauczyciele „rezerwowi”, którzy zamienili niektórych z powyższych w klasie maturalnej, albo z którymi z różnych względów miałem do czynienia:

  • Prof. Kakareko, archetyp belfra w najbardziej dostojnym wydaniu, uosobienie historii i posiadacz najbardziej epickich wąsów epoki przedhipsterskiej.
  • Prof. Glapiński, który nie miał złudzeń, że w czwartej klasie będę mądrzejszy z matematyki, niż w trzech poprzednich, i po prostu dał mi spokój.
  • Prof. Glińska, która pozwalała nam wyczyniać głupoty w szkolnym radiowęźle i która podzieliła się ze mną książkami wielbionego przeze mnie Arthura C. Clarke’a w oryginale (jedną z nich wciąż mam na półce).
  • Prof. Tyślewicz, „wielka admiratorka Piłsudskiego”, która chłopcom zawsze zawyżała stopnie.

Nauczyciele moi, gdziekolwiek dziś jesteście – pamiętam Was! 😉

wrzeszcz_dwojka

Podziel się tym ze światemEmail this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

Jeden komentarz na temat “Chodziłem do Dwójki, czyli krótki wpis wspomnieniowy

  1. A w lewym skrzydle budynku do czerwca 1972 istniała Szkoła Podstawowa nr 33. Nie wiem kiedy powstała, pewnie jak II Liceum w 1945 roku. Pamiętam, co niezwiązane jest z nauką, że na pierwszym piętrze w czasie tzw długiej przerwy działał sklepik.
    Za 1zł można było kupić szklankę mleka, herbaty i słodkie paluchy, amerykanki, makowe bułki. Te specjały pochodziły z piekarni pana Osowskiego z ul. Wallenroda. Szkoły nie ma. Piekarnia i sklepik na ul. Wallenroda też nie istnieją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *